Sekretne życie zwierząt

  • Wydawnictwo: Rebis
  • Dostępność: Wysyłka w 24 godziny
  • Autor: Andrzej G. Kruszewicz
  • Wydawca, rok wydania: Rebis, 2020
  • Liczba stron : 240
  • Oprawa i wymiary: twarda, 150 x 215 mm
  • ISBN: 978-83-8188-566-9
  • egz.
  • 48,90 zł

Poznaj najciekawsze tajemnice zwierzęcego świata.


W życiu codziennym bardzo często posługujemy się epitetami odwołującymi się do nazw zwierząt. Czasem używamy ich niestety w kontekście obraźliwym. Osłem lub baranem nazywamy kogoś upartego. Określenia małpa, suka czy hiena też nie zaliczają się do komplementów. Skojarzenia zwierzęce pojawiają się jednak także w znaczeniu pieszczotliwym. Mamy więc wśród bliskich kotki, pieski, misie, żabki i myszki. Czy takie porównania są zgodne z charakterem zwierząt? Na ile zwyczaje panujące wśród zwierząt możemy odnosić do naszego życia, a zwłaszcza do relacji w rodzinie?
Andrzej Kruszewicz, dyrektor warszawskiego ogrodu zoologicznego, jest nie tylko miłośnikiem oraz znawcą zwierząt i ich zwyczajów, lecz także uważnym obserwatorem swoich podopiecznych. Sekretne życie zwierząt to zbiór niezwykle interesujących historii zaczerpniętych ze świata zwierząt. Przeczytamy w nim o zwierzęcych macho, silnych samicach oraz idealnych partnerach, ale także o uwodzeniu, dozgonnej wierności, haremach, miłości macierzyńskiej, ustanawianiu hierarchii w stadzie, a nawet o tym, czy zwierzakom zdarzają się skoki w bok.

 

„Kiedy przed ponad ćwierćwieczem, zaraz po studiach, zaczynałem pracę jako naukowiec badający choroby dzikich ptaków, w ciągu roku przeczytałem wszystkie publikacje o wróblach i ich chorobach oraz pasożytach. Tego dotyczyła moja praca doktorska. Wszystkie publikacje miałem skatalogowane i znałem ich treść. Internetu jeszcze w zasadzie nie było, a właściwie - był, dostęp do niego umożliwiał jeden jedyny komputer w centralnej bibliotece i obsługiwała go jedna z pracownic. Nikt inny. Poszukiwanie publikacji było więc żmudną pracą prowadzoną w zaciszu bibliotek i wiązało się z wysyłaniem listów do autorów i koniecznością sporządzania notatek, gdyż kserokopiarki też nie były ogólnie dostępne. Szybko, bo w ciągu niespełna trzech lat, uporałem się z doktoratem, a potem wyjechałem na stypendia do Holandii i Norwegii. Tam były dostępne komputery i kserokopiarki, mimo to książek i artykułów nadal szukało się w bibliotekach. Po kilku latach poświęconych muchołówkom i sikorom postanowiłem napisać pracę habilitacyjną i znów skierowałem się do biblioteki, by sprawdzić, co nowego napisano o wróblach i ich pasożytach. Znałem setki publikacji na ten temat, ale w ciągu bez mała dziesięciu lat przybyło setki nowych, o których istnieniu nie miałem pojęcia.

Instytut Ekologii PAN, w którym wówczas pracowałem, przeżywał kolejny kryzys. Po moralnym i intelektualnym nastą­pił kryzys ekonomiczny. Kto mógł, uciekał stamtąd. Uciekłem i ja. Przeniosłem się do warszawskiego ogrodu zoologicznego, by spełnić swoje marzenie i zrobić coś pożytecznego dla ochro­ny ukochanych przeze mnie od dzieciństwa ptaków.

Internet był coraz szybszy, a lawina ukazujących się w nim publikacji najpierw mnie przerażała, a potem zaczęła cieszyć. Mogłem znaleźć dane na dowolny temat. Umiałem się w tym środowisku poruszać, znam kilka języków, a nieobcy był mi także naukowy slang. Zauważyłem jednak, że w pogoni za wie­lością publikacji i wynikającą z nich liczbą cytacji i punktacji autorzy piszą prace coraz krótsze (ba, wydawcy nie oczekują już obszernych artykułów), używają skrótów (czasem zrozumiałych tylko dla specjalistów), cytują samych siebie (ale na szczęście nie tylko), zatem aby poznać i zrozumieć postęp wiedzy o jakimś stworzeniu trzeba przestudiować setki artykułów i wyłowić z nich sedno sprawy.

Typowym przykładem takich praktyk jest moja przygo­da z wiedzą na temat remiza (Remiz pendulinus), małego ptaka budującego nietypowe dla naszych ptaków gniazda. Mieszka w Europie, ale za sprawą niezwykłego życia rodzinnego stał się znany ornitologom na całym świecie. Istnieje kilkanaście polskich publikacji na jego temat, ale w ciągu ostatnich dzie­sięciu lat opublikowano ich w Europie setki. Najwięcej poczy­nił pewien zespół badaczy szwedzkich i dwa zespoły Węgrów. Zalogowałem się do bibliotek uniwersytetów, na których ci ornitolodzy pracują, dostałem dostęp do ich aktualnych publi­kacji i teraz co kilka tygodni otrzymuję zawiadomienie o nowej publikacji któregoś z nich. O remizach! Szaleństwo! Labirynt pozornie podobnych prac w których naukowcy dyskutują o niuansach ptasiej biologii. Specjalista jakoś to opanuje, ale co ma zrobić zwykły miłośnik ptaków, który chce się dowiedzieć czegoś o biologii jakiegoś ptaszka? Dodajmy do tego osiągnię­cia biologii molekularnej, dostęp naukowców do analiz DNA, nadajników satelitarnych, mikrokamer, dronów, superczułych mikrofonów i zrozumiemy, dlaczego wiedza biologiczna zaczy­na być dostępna tylko dla specjalistów. A biolodzy mogą badać, co chcą, i na dodatek w skali całego świata. Nawet w odle­głych zakątkach Nowej Gwinei, tropikalnego półwyspu Jork w Australii czy w amazońskich lasach deszczowych.

Umysły analityczne uzbrojone w wyszukany sprzęt są w stanie podzielić na detale i zbadać wszystko. Każde zwierzę i każdy aspekt jego życia. Jednak jeśli się z takimi naukowcami chce podyskutować o życiu jakiegoś stworzenia, które badali przez lata, to usłyszymy naukowy żargon. A ten rzadko kiedy jest przyswajalny dla nie-specjalisty, dla przeciętnego śmier­telnika. Bardzo niewielu ludzi nauki potrafi syntetycznie opo­wiedzieć o tym, co badają. A jeszcze rzadziej chce się komuś w normalny, ludzki sposób przedstawić postępy nauki laikom, osobom zwyczajnie zainteresowanym przyrodą, ale niemającym czasu ani determinacji, by ślęczeć w Internecie i analizo­wać publikacje fachowców. Stąd wynika społeczne zapotrzebo­wanie na tak zwanych popularyzatorów nauki, którzy ogarną ogrom wiedzy i ludzkim językiem o tym opowiedzą.

Napisałem do tej pory około tysiąca artykułów, od ćwierć­wiecza mam w radiowej Trójce krótkie audycje, w których trochę żartobliwie opowiadam o ptakach i ich życiu, dodatkowo od kilku lat prowadzę autorski program Latające radio doktora Kruszewicza w Radiu dla Ciebie. Dzięki niemu mam co tydzień godzinę, by podyskutować z zaproszonym gościem, zrecenzować wybraną książkę, opowiedzieć o jakimś zwierzęciu lub jego problemach. Staram się, by wybrane przeze mnie utwory muzyczne pasowały do treści audycji. Przykładem niech będzie anegdotyczne już zdarzenie podczas audycji poświęconej zja­wisku przemytu zwierząt. Gościem był wyspecjalizowany w temacie celnik. Pod koniec audycji zapowiedziałem, że teraz zaśpiewają nam zwierzęta o tym, co się dzieje z ludźmi, którzy je przemycają: grupa The Animals i House of the Rising Sun.

Jestem także autorem ponad trzydziestu książek, głów­nie o ptakach, ale nie tylko. Ostatnio wyżywam się w telewi­zji, gdzie byłem prowadzącym i współtwórcą kilkudziesięciu programów opowiadających o tajemnicach prywatnego życia zwierząt. Niniejsza książka jest efektem tej intelektualnej przy­gody. Drogi Czytelniku, gorąco zachęcam do jej lektury, a potem do samodzielnego poszukiwania dalszej wiedzy na temat, który Cię zaintryguje.

Świat zwierząt nie przestaje nas fascynować, a im więcej się o zwierzętach dowiadujemy, tym więcej rodzi się w nas pytań. Niestety, fachowa literatura wymaga znajomości języków ob­cych i poszukiwania publikacji w bibliotekach - ostatnio coraz częściej wirtualnych, zabezpieczonych przed dostępem osób postronnych. Poza tym fachowcy używają specyficznego słow­nictwa, unikając tzw. antropomorfizmów, czyli mówienia o zwierzętach potocznym językiem ludzi. A dlaczego nie mie­libyśmy o zwierzętach rozmawiać po ludzku? Skoro i tak słabo nam wychodzi opisywanie spraw zwierząt językiem nieludzkim, czyli naukowym żargonem. Czy mamy miłość nazywać feromonowym zauroczeniem, a zazdrość - agresją wynikającą z konkurencji nasienia? Czy nie prościej sprawy nazywać po imieniu? Oczywiście z zachowaniem niezbędnego dystansu, bez romantycznych historyjek z życia zwierząt, typu: „w jej oczach widać było miłość” czy „miał nieczyste myśli”. Pamiętajmy, że uczucia typu: miłość, zazdrość, przyjaźń, tęsknota i wiele innych, nie są wyłącznie domeną ludzi. Nic, co zwierzęce, nie jest nam obce! I nic, co ludzkie, nie jest obce zwierzętom... To, co dzieje się w naszym umyśle, wzięło się ze świata zwierząt. W naturze, a jesteśmy jej częścią, nie ma przepaści ani nawet wyraźnie wyznaczonej granicy pomiędzy sprawami ludzi a sprawami zwierząt. Jest ciągłość, continuum.

Jeżeli chcemy przekazać naszą wiedzę o życiu zwierząt, to najlepiej zrobimy to własnym językiem. Nie bójmy się używać codziennych, potocznych słów do opisywania spraw niecodziennych. A wtedy wszystko stanie się prostsze. Łatwiej będzie wytłumaczyć, co oznacza macho w świecie zwierząt, czemu służą uroda, wierność, zdrada czy lenistwo, które wcale lenistwem nie jest. To pomoże nam ze spokojem rozmawiać o prywatnym życiu zwierząt. I nie bójmy się tych rozmów!”

Wstęp oraz zakończenie autorstwa Andrzeja G. Kruszewicza

 

Spis treści

Wstęp

Macho w zwierzęcej skórze

Kobiety rządzą

Samice są dzielne

Władza

Atrakcyjność

Zaloty, czyli ruszamy w konkury

Wierność i skoki w bok

Podróżnicy

Zabawa, lenistwo i praca

Rodzina

Zakończenie